wtorek, 28 sierpnia 2012

gdy paznokcie schną.. łza w oku kręci się - Lizbona



 .. Z jaką rozkoszą zagłębiłam się w bakłażanowo-paprykowy mus lizboński - palce lizać, a zaraz potem odwiedziłam magiczny młynek - za siedmioma górami. I tak patrząc na te piękne zdjęcia pomyślałam sobie, że bardzo się cieszę, że istnieje fotografia, która tak pięknie chwyta miejsca na chwilę zatrzymane w lustrze czasu. Ja też mam coś dla oka, sama z chęcią sobie przypomniałam te chwile i mam je dla Was na deser:)
Na wycieczkę po Lizbonie trzeba wybrać się tramwajem, najsłynniejszą linią 28, która ma swój początek na przepięknym Cmentarzu Prazeres, a prowadzi do osławionej ALFAMY.
Krążyliśmy, po niej jak pijani w poszukiwania straconego czasu i knajpy, polecanej przez moich gospodarzy. W tej zabytkowej dzielnicy, co krok widać cudne ręcznie robione azulejos, rozsiane na pooranych zmarszczkami murach, wiekowych domów wyrastających nad wąskimi uliczkami, pnącymi się w górę prosto do lazurowego nieba. Knajpy nie znaleźliśmy, ale czasu - dobrze spędzonego przy winie i Bacalhau - dużo.
Lizbona ma również nowoczesne oblicze. ORIENTE, wybudowano od postaw na potrzeby EXPO '98. Światło tu rozprasza się to łamie, uwypuklając piękne proste modernistyczne formy unoszące się nad nabrzeżem rzeki Tag. A z horyzontem zlewa się, żeby w końcu za nim zginąć, Ponte Vasco da Gama, najdłuższy most w Europie.
BON APETIT!

























niedziela, 12 sierpnia 2012

gdy budyniowo robi się

Tu zaczyna się i kończy moja dzisiejsza historia. Siedzę sobie na ganku domku w samym lesie, a nade mną szumią i trzeszczą wysokie, giętkie sosny.
Świerszcze cykają mi na jazzowo, a w tle ich słodkich zalotów słyszę moją muzykę, która mówi o odwadze i szukaniu nowych lądów. Mój ląd jest tu nad jeziorem, gdzie słońce niby to samo dla wszystkich, dla mnie zachodzi codzienne wyjątkowo. Podświetla czerwienią i budyniem malinowym ciemne chmury, zachęcając je do ostatniego leniwego tańca tuż przed zatopieniem się w nocnym morzu nocy. Zaraz sama zagubię się w moim nocnym świecie snów.

Wczoraj śniłam o grzybach, których widziałam całe mrowie, dużych, jasno i ciemnoszarych bulwiastych i wielokształtnych. Narrator z tył głowy opowiadał mi w moim śnie o tym jak wiele ich jest rodzajów i ile z nich, choć nigdy bym się nie spodziewałam, jest jadalnych i użytecznych. Grzyby, owoce wilgotnej ziemi, skropionej słońcem spomiędzy gęstego listowia i rzadszych baldachimów sosnowych igieł, są takie moje, są z tej ziemi. Od dzieciństwa szukałam ich w miękkim ciemnozielonym mchu i suchordzawym igliwiu, zanurzona w zapachu lasu. Wybór wielki, chociaż cale życie zbierałam tylko kilka rodzajów, a tu pod mymi stopami taka obfitość. Fajnie wiedzieć, że można więcej niż nam się zawsze wydawało, również dzięki snom. Idę śnić.. dobranoc.