poniedziałek, 29 grudnia 2014

wigilia wszystkiego


Oczekiwanie, czuwanie, szykowanie i podniecenie połączone z niepewnością tego co przed nami -  tym jest wigilia, czyli czas poprzedzający wielkie wydarzenie. Ta wigilia i czas świąteczny były wyjątkowe dla naszej rodziny. Oto pierwszy raz podjęłam się roli gospodyni goszczącej całą familię. Szykowania co nie miara, Święta to czas wspólnego  przebywania, ucztowania i szykowania. 



wtorek, 14 października 2014

rzeka Powa i reszta świata

Nie wiedziałam jak się zabrać za ten wzbierający we mnie wpis, bo tyle się wydarzyło. Miałam kilka chwytliwych point i tematów, ale czas i namnożenie kolejnych doznań zatarły i zamieszały w mojej głowie kolorowo..
Za to jedna rzecz ujęła mnie ostatnio bardzo i nie puszcza: Pan zawieszony na rowerze w pół obrotu opiera się o poręcz mostu, mostku właściwie nad naszą rzeczką Pową i patrzy, obserwuje ruchomą wodę, tkwiąc w bezruchu. Jak długi jest to moment, nie wiem bo mknę tak tuż obok samochodem z punktu A do punktu B bo potem jeszcze do punktu C. Obraz ten utkwił we mnie, uderzył mnie jak znak wyrastający na środku drogi - ZWOLNIJ. Miej czas, nie tylko na te wielkie plany, podróże, wydarzenia okazje, ale na tu i teraz, na chwilę czasu dla naszego umysłu, aby mógł poobserwować coś bez pośpiechu, bez wysiłku, bez potrzeby nawet, tylko dlatego że to jest i przyzywa nas do hamaka.
A propos hamaków, byłam dziś po raz pierwszy na pięknym rytuale unoszenia się w powietrzu za sprawą tegoż własnie, a właściwie szerokiej chusty zawieszonej pod sufitem, która daje oparcie dla ciała, szukającego wygodnej, lub wyzywającej dla ciała pozycji, w zgodzie z grawitacją i przy jej udziale. TRZECI WYMIAR. Bardzo relaksujące.

Zacząć chciałam od naszego wielkiego barbadoskiego wesela, na które zaproszeni zostaliśmy z taką samą radością, z jaką w nim potem uczestniczyliśmy, Było pięknie, romantycznie i egzotycznie, ale z całej uroczystości najcudowniej było patrzeć na wielką miłość i wzruszenie emanujące od Młodych. I tegoż im życzę, aby ich uczucie pozostało jak najdłużej tak świeże i młode jak tego dnia.

Tak odległa sceneria ślubna, była dla nas okazją na dłuższy pobyt w całkiem odmiennym kraju.
Po pierwsze tropik, po drugie pora deszczowa, która pięknie przyciemniała tło rajskiej plaży, granatowymi chmurami, a po trzecie jednak w większości słońce, parzące i rzucające krótkie cienie na samotne palmy, wyrastające ze złotej plaży. Po czwarte, jeśli nie po pierwsze to kolor morza - przeźroczysty turkus płycizn, łamiący się na głębi z niebieskim pasem horyzontu, dotykającym jeszcze ciemniejszego nieba.

Nocą, żółwiki wychodziły ze swoich bezpiecznych gniazd, w których dopiero co się wykluły, na ciepły jeszcze i wilgotny piach plaży, gdzie na kolację już czekały kraby. Ich odwieczny rytuał podążania w kierunku światła księżyca, czyli do morza, zaburzyła obecność sztucznego oświetlenia przy wybrzeżu, dlatego trzeba było zbierać zguby po całej plaży, a były ich setki z jednego gniazda, aby przenieść je w bezpieczne i zaciemnione miejsce na innej plaży. Do pomocy co wieczór było wielu przejętych turystów oraz partole żółwiowe pracujące 24/7 dla zachowania populacji.

Do nocnych niespodzianek również zaliczyć trzeba świergot żab. Zaraz po zmroku zaczynały koncert, tak głośny, że pierwszej nocy mieliśmy obawy (jak się okazało niesłuszne) czy będzie można spać!

Ludzie na Barbadosie są bardzo przyjaźni i bezproblemowi NO WORRIES powtarzali jak mantrę. Żyją skromnie w kolorowych domkach na małych parcelkach, obejście zawsze czyste, nawet nieużytki i FOR SALE były uprzątnięte i w miarę możliwości zagospodarowane. Ta mała wysepka koralowa ma 30km x 40km i dzieli się na parafie (anglikańskie), w każdej można zobaczyć urokliwy kościółek z pobliskim cmentarzem nawet z XVI, kiedy to wyspę kolonizowano. W głębi kraju uprawia się przede wszystkim trzcinę cukrową, z której wytwarza się między innymi rum. To tutaj, a nie na Kubie powstała jego pierwsza manufaktura http://www.stnicholasabbey.com/Rum/.

Wyspa Brodatych Figowców zostanie dla mnie magicznym wspomnieniem, słońca, wilgoci, soczystej przyrody i kąpieli w morzu Karaibskim w ciepłym deszczu wraz z całym bogactwem fauny i flory, również żółwi na wyciągnięcie ręki.



















czwartek, 12 czerwca 2014

podróż po błękity





Tak cudnie podróżować wiosną na południe, tam gdzie słońce już się rozgościło na dobre, a u nas dopiero czyni nieśpieszne zaloty. Portugalia to piękny kraj pod błękitnym niebem, gdzie wiatr pachnie inaczej i światło pieści mocniej. Kilka pięknych miejsc udało nam się odwiedzić w tym marcowym tygodniu wolności. A były to: Lizbona, Cascais, Cabo da Roca, Sintra, Ericeira, Porto i Fatima.

 leniwe popołudnie nad oceanem w Ericeirze

Fatima - szału ni ma.. ale jest nabożność i szacunek, dla tych którzy przemierzają autokarami Europę wszerz i wzdłuż, żeby się tu pochylić nad cudem objawienia.
 magiczny dworzec w Porto
 mega urwisko nad rzeką Douro w Porto
 to my!

 most twórców wieży Eiffle'a
 nabrzeże "by night"
 miejsce grajków i innych artystów, pod pięknym mostem
 Lizbona - Most 25 kwietnia, kopia tego z San Francisco
 Pomnik Odkrywców nad rzeką Tag
 mozaika pod pomnikiem Odkrywców kryje piękne elementy alegoryjne
 w stronę słońca i Księżniczki Lizbońskiej
 otóż i Ona - zawstydzona..
 widok na Alfamę
 z Praca do Comercio widać nabrzeże Tagu
bombonierka


 pięknie gładzone ludzką ręką marmury jako tymczasowa wystawa uliczna w Sintrze

 Cabo da Roca, romantyczne urwiska, morze i skały i... CISZA - brak wiatru co się tu prawie nie zdarza

..i ja podczas leniwej siesty na ukrytym skwerku przed zapomnianym kościółkiem w magicznej Sintrze

kosmos w ogrodzie

Jestem wszystkim, każdą cząsteczką tego co mnie otacza, i każda cząsteczka tego co mnie otacza jest mną. Mam nieodparte uczucie wielkości, jakkolwiek bałwochwalczo to zabrzmi. Wielkie ciepłe, bezpieczne teraz, w którym się pławię i którym się delektuję. Jest ciepło, słońce podświetla ciemnozielony szpaler na jaskrawo-zielono, a drobne stworzenia żyjące w trzecim wymiarze ozłaca swym blaskiem i sprawia, że powietrze drga bursztynem. Kosy mają swoją krzątaninę rodzicielską na wypuście dachu, a liście wiśni nabrzmiewają soczystością życiodajnych soków, przecież przedwczoraj tak pięknie padało. Wybujałe trawy cieszą się łaskawością swojego miejsca, do którego nie dociera kosiarka, a świeżo skoszona trawa skrzy się srebrem i cieszy bose stopy. Drewno, kiedyś żywe, obecnie służące za schronienie przed słońcem, rozsycha się i wybucha  radosnymi salwami trzasków. Muchy bzyczą leniwie, a psy wyszczekują wieczorne pogaduchy. Czasu nie ma i mnie nie ma, jestem światłem, dźwiękiem i zapachem. Nie muszę zamykać oczu by szukać w sobie nirwany, ona jest wkoło i mnie łagodnie przyzywa - moją energię do współdrgania. Ohmmm. Wybuchł wszechświat i eksplodował tęczą, różnorodnością i zachwytem. Bóg bardzo chciał poczuć tę doskonałość, a tam skąd przyszedł był tylko niemy ideał. To powołanie do istnienia tego pulsującego jing i jang, dobra i zła, plusa i minusa stało się ciałem, tworem i bytem. Mamy w sobie cząstkę doskonałego boga, który nam zazdrości niedoskonałości i przegląda się w naszych doświadczeniach jak w lustrze. I bóg stał się człowiekiem.