czwartek, 31 maja 2012

dzień świra

Koniec dnia się zbliża, trawa pachnie wieczorem i tęskni do deszczu, kwiaty chwytają ostatnie promienie słońca,a moje nogi zamoczone w misce chłoną życiodajną wodę. Głowę za to mam w chmurach, chociaż czasami docierają do mnie z ziemi, zaburzające anielski spokój krzyki. To moje kochane dzieci, które wróciły z dnia mamy taty i dziecka są rozanielone inaczej i dokazują bez umiaru. Jestem dumna z Jasia, występował przednio - tańczył, śpiewał i mówił DWA wierszyki, nie wiedziałam że już jest zdolny do takiego skupienia. A tu proszę prawdziwy występ mojej pociechy. 6 lat temu, będąc na ostatnich nogach marzyłam tylko kiedy wreszcie wyskoczy na świat i uraduje mnie swoją słodką twarzyczką. Jednak wcale nie przewidywałam, że aż tak szybko da mi jeszcze wiele innych radości, o których nie miałam pojęcia, że są. Bo patrząc na inne rozanielone mamy na dniu mamy nie myślałam, że ich banany na twarzach są tak nieskończenie prawdziwe. A tu proszę, na moim osobistym dniu mamy, aż wstałam z krzesła, żeby lepiej widzieć i z przyklejonym bananem na ustach zachwycałam się szczerze nad moją latoroślą. Ależ to szczęście! Niech żyje dzień mamy!.. i taty i dziecka:)
ps. babeczki też były, takie proste czekoladowe.. mniam mniam i kawka była i pogaduchy - Niech żyją fajne babeczki!

środa, 23 maja 2012

jestem nagrzana

gorrąco.. syn stwierdził, że cieplej u nas niż w Turcji, i przyznałam mu rację. Bo tutaj trzeba się przemieszczać nie tylko z plaży do basenu i do baru na boso, ale w samochodzie z domu do przedszkola, pracy, sklepu.. znaczy codzienność wróciła. Ale zanim wróciła, były Urodzinki Zosinki. Ależ ona się nadzwoniła nową turecką sukienką i nazdmuchiwała magicznych świeczek, w liczbie 4, które po zdmuchnięciu zapalały się od nowa.. dzięki temu wszystkie dzieci miały okazję podmuchać! Do grilla i piwka spijanego przez prężących opalone torsy chłopaków, były również BABECZKI  - te słodkie z czekoladą, z upchanymi przez jubilatkę cukierkami w środku - jak i te opalone tureckim suońcem - wszystkie fajne! Byli też: dziadek, posiadający niezbędną na urodzinach zapalniczkę, której zresztą wraz z telefonem zapomniał z zabawienia i babcia, która nieustająco zapinała spineczkami rosnącą grzywkę Zosiową i nakazywała zakładać buty Jasiowi, który jeszcze tureckim zwyczajem biegał niemal nagi i całkiem bosy po ogrodzie. Miodowa niedziela..
Na szczęście już środa i do łikendu coraz bliżej - a wtedy las, jezioro i nasze polskie wypoczynkowe klimaty!

poniedziałek, 14 maja 2012

turcja miodem i nutella plynaca.. suonce wodka light i all inclusive w boczki!


Normalnie - nienormalnie, chmury i deszcz w raju. Dobrze, że w raju jest internet nie-pod-chmurką, tylko w wygodnym holu z kawką i miękkimi pufami. No to jestem, w tym raju basenowym dla dzieci i piekle light-drinkowym dla ich rodziców. Oczywiście piekło wcale nie musi być takie straszne, są w nim kuszące chwile siesty popołudniowej, kiedy to dzieci zajęte bajką dają chwilę wytchnienia rodzicom, którzy godzą się - pochodne słowo od godów:) w wąskim łóżeczku w pokoiku dziecięcym. Dzieci mają raj nie tylko basenowy, ale również hamburgerowo-frytkowo-pizzowo-lodowy, no i doborowe towarzystwo internacjonalne, w którym nie ma barier językowych! W rozmowach tutejszych zaprzestałam używania języka ogólnie uważanego za zrozumiały, czyli angielskiego, na rzecz krzewienia naszego polskiego ducha, a co! niech wiedzą skąd pochodzimy, skoro inni mówią w swoich językach, nie zważając na zrozumiałość to i ja mówię do przemiłych obsługujących i pozostałych równie uśmiechniętych czerwonoskórych - dziękuję i proszę bardzo, albo skończyło się! - gdy po 5 minutach stania w kolejce po kawę braknie mleka. Niech żyje język ciała! - mój mąż przynajmniej w tym fakcie się ze mną zgodzi:)
Od babeczek jak i od wszelkich innych zwyczajnych czynności domowych również mam wolne, za to próbuję lokalnych specjałów. W przeciwieństwie do dzieci, które uwielbiają to co znane i przez rodziców zakazywane na co dzień, jem duużo owoców i warzyw - słodkie i orzeźwiające melony, chrupiące jabłka na pół z Zosią, gruszki smakujące dla odmiany dość wytrawnie oraz czasem jak rzucą, truskawki - przesłodkie! Warzywa pyszne pod każdą postacią. Są sałatki, pomidory krojone niefrasobliwie na cztery i grillowane bakłażany, cukinie i papryki. Nie mogę zapomnieć o oliwkach, słonych jak tutejsze morze, albo kwaśnych, bo nadzianych cytryną. Wszystko to można w nieskończoność zagryzać serami bardziej lub mniej słonymi w ziołach i oliwie. Są jeszcze tureckie naleśniki smażone przez panią w białej chuście na głowie, w namiocie przy wyjściu na plaże. Takie proste i nadziane tym co z kuchni zostanie po śniadaniu:) Ja uwielbiam te najzwyklejsze z białym serem, który jest lekko słonawy.. mniam. No a na deser do kawki przesłodkie ciasteczka ala baklawa, pieczone na sto sposobów i smaków, mały kawałek jest tak sycący jak kawał tortu.
Podniosłam oczy znad kompa i co ja widzę! Przeciera się niebo, może jeszcze dziś wskoczymy do basenu.. A już na pewno zajrzymy do baru na małego lajcika;)

wtorek, 8 maja 2012

BOMBA

już jestem! przepraszam za chwilę zwątpienia, za dużo LUNY w moim życiu i nadmiaru emocji.. Uspokój się kobieto... ohmmmm

sobota, 5 maja 2012

mąż ma rację!

No to wróciłam.. po tygodniu bez - netu, ale z - wszystkimi fajnymi rodzinno-przyrodniczo-beztroskimi rozmaśleniami . I co? po rozwieszeniu pierwszego z wielu prań, usiadłam do kompa - i co nie wciąga? wciąga to bloggowanie, a przede wszystkim uciekanie w inny swój świat, którym jak się okazuje fajnie jest się dzielić z innymi. Więc tym razem fajnie jest przyznać mężowi rację, że to porywa i zawłaszcza, ale jakaż to przyjemność!
Babeczki w lesie były, czekoladowo-twardawe, bo piekarnik pierwszy raz chyba od wielu lat, a może od zawsze poczuł płomień żywy no i ja od-niepamiętnych-czasów używałam takiegoż, no to się spaliły i co z tego. Ja też troszkę ogorzałam jak i te moje babeczki od słońca, piweczek i związanych z tym wszystkim wybuchów niepohamowanych emocji, a co tam jak ognień i eksplozje to na całego! Fajnie jest tak sobie czasem przyczadzić - nieprawdaż droga czytelniczko? A Ty kiedy ostatni raz czadziłaś i dlaczego tak dawno??:))