czwartek, 12 czerwca 2014

podróż po błękity





Tak cudnie podróżować wiosną na południe, tam gdzie słońce już się rozgościło na dobre, a u nas dopiero czyni nieśpieszne zaloty. Portugalia to piękny kraj pod błękitnym niebem, gdzie wiatr pachnie inaczej i światło pieści mocniej. Kilka pięknych miejsc udało nam się odwiedzić w tym marcowym tygodniu wolności. A były to: Lizbona, Cascais, Cabo da Roca, Sintra, Ericeira, Porto i Fatima.

 leniwe popołudnie nad oceanem w Ericeirze

Fatima - szału ni ma.. ale jest nabożność i szacunek, dla tych którzy przemierzają autokarami Europę wszerz i wzdłuż, żeby się tu pochylić nad cudem objawienia.
 magiczny dworzec w Porto
 mega urwisko nad rzeką Douro w Porto
 to my!

 most twórców wieży Eiffle'a
 nabrzeże "by night"
 miejsce grajków i innych artystów, pod pięknym mostem
 Lizbona - Most 25 kwietnia, kopia tego z San Francisco
 Pomnik Odkrywców nad rzeką Tag
 mozaika pod pomnikiem Odkrywców kryje piękne elementy alegoryjne
 w stronę słońca i Księżniczki Lizbońskiej
 otóż i Ona - zawstydzona..
 widok na Alfamę
 z Praca do Comercio widać nabrzeże Tagu
bombonierka


 pięknie gładzone ludzką ręką marmury jako tymczasowa wystawa uliczna w Sintrze

 Cabo da Roca, romantyczne urwiska, morze i skały i... CISZA - brak wiatru co się tu prawie nie zdarza

..i ja podczas leniwej siesty na ukrytym skwerku przed zapomnianym kościółkiem w magicznej Sintrze

kosmos w ogrodzie

Jestem wszystkim, każdą cząsteczką tego co mnie otacza, i każda cząsteczka tego co mnie otacza jest mną. Mam nieodparte uczucie wielkości, jakkolwiek bałwochwalczo to zabrzmi. Wielkie ciepłe, bezpieczne teraz, w którym się pławię i którym się delektuję. Jest ciepło, słońce podświetla ciemnozielony szpaler na jaskrawo-zielono, a drobne stworzenia żyjące w trzecim wymiarze ozłaca swym blaskiem i sprawia, że powietrze drga bursztynem. Kosy mają swoją krzątaninę rodzicielską na wypuście dachu, a liście wiśni nabrzmiewają soczystością życiodajnych soków, przecież przedwczoraj tak pięknie padało. Wybujałe trawy cieszą się łaskawością swojego miejsca, do którego nie dociera kosiarka, a świeżo skoszona trawa skrzy się srebrem i cieszy bose stopy. Drewno, kiedyś żywe, obecnie służące za schronienie przed słońcem, rozsycha się i wybucha  radosnymi salwami trzasków. Muchy bzyczą leniwie, a psy wyszczekują wieczorne pogaduchy. Czasu nie ma i mnie nie ma, jestem światłem, dźwiękiem i zapachem. Nie muszę zamykać oczu by szukać w sobie nirwany, ona jest wkoło i mnie łagodnie przyzywa - moją energię do współdrgania. Ohmmm. Wybuchł wszechświat i eksplodował tęczą, różnorodnością i zachwytem. Bóg bardzo chciał poczuć tę doskonałość, a tam skąd przyszedł był tylko niemy ideał. To powołanie do istnienia tego pulsującego jing i jang, dobra i zła, plusa i minusa stało się ciałem, tworem i bytem. Mamy w sobie cząstkę doskonałego boga, który nam zazdrości niedoskonałości i przegląda się w naszych doświadczeniach jak w lustrze. I bóg stał się człowiekiem.