poniedziałek, 24 września 2012

mam smaka na..

babeczka na dziś, to smak bananowo czekoladowy - najlepsze zestawienie smakowe słodkości jakie znam!
Czasem mam ochotę stać się super kobietą, która dobrze i pożywnie gotuje wspaniałe wykwintne i całkiem proste dania i której rodzina się nimi zachwyca za każdym razem - mówiąc wow mamo/kochanie to jest pyszne znowu przeszłaś samą siebie! Albo marzę żeby mieć dom piękny, zadbany, pachnący lawendą, tonący w pelargoniach i innych kwiatów powojach, gdzie trawka zielenią oczy wybija, a chwasty na sam widok Pani Domu z dziabką chowają się głęboko pod ziemię razem z kretem i larwami turkucia podjadka. Jeszcze chciałabym mieć męża całującego mnie na dobranoc i na dzieńdobry czule, i życzącego mi miłego dnia niczym w amerykańskich filmach familijnych i żeby jeszcze zauważał i chwalił moje osiągnięcia, małe i większe sukcesy na rożnych płaszczyznach naszego wspólnego pożycia. Chciałabym mieć czas na swoje zainteresowania, chodzić na miłe dla oka wystawy, albo pobudzające rozum sztuki teatralne, czasem pójść do kina z koleżankami, a najlepiej codziennie na jogę. Z wakacji chciałabym zrobić rozwijającą szkołę życia i przetrwania i przygotowywać się do każdego wyjazdu z przewodnikiem po okolicach, żeby niczego ciekawego nie uronić. W pracy chciałabym umieć wszystko i mieć w jednym paluszku wiedzę, o każdej jednej rzeczy o którą zapyta klient, i żeby wszyscy współpracownicy mnie słuchali jak boga, ufając w pełni moim kompetencjom. Chciałabym żeby moje dzieci się szanowały, nie kłóciły i zawsze zadawały mądre pytania oraz żeby nie zostawiały butów w korytarzu, tylko chowały je do szafy. Chciałabym czasem tak idealnie, bez zarzutu i bez straty czasu i energii, ekonomiczne i ergonomicznie..
Niestety mam słabość do butów, nie lubię pracować w ogrodzie, zbyt rzadko zauważam kurz na meblach i mam ciut za dużo przydasiów, na których rosną wraz z kurzem gigantyczne roztocza, na które mój syn jest uczulony:(. Kwiaty w moim domu chociaż liczne, dostają ode mnie regularną szkołę przetrwania, bo jakoś niepodrodze mi po nawóz do nich, a podlewanie wypada częściej niż mi się przypomni. Co do kuchni to lubię eksperymenty, czego nie dzierży moja rodzina, za to najprostsze kotlety wychodzą mi twarde jak z dykty, a zupy zbyt często przypominają jarzynowe papki, które jednak przez wzgląd na uprzedzenia warzywne mojego syna, muszą tak wyglądać:) Nie znoszę robić mięsa ze względów ideologicznych więc i ono nie odwdzięcza mi się super smakiem, a pierogi z pastą z soczewicy z braku mięsa okazały się niezbyt aromatyczne.
Moje babeczki za to są pyszne, a jak dzieci sobie same włożą super-swoje-dodatki to i one je pożerają. Jestem mamą odpowiadającą nawet na głupie pytania, mam zajęcia od rana do wieczora, mimo że wydawać by się mogło, że po pracy to już TYLKO siedzę w domu, jednak pranie prasowanie, przygotowywanie posiłków, rysowanie z Zosią i granie z dziećmi w bingo zapychają ten czas w domu całkowicie. Do tego trzeba raz na jakiś czas uporządkować zdjęcia i zrobić fotoksiążkę na pamiątkę, więc mąż ma na co utyskiwać przez cały tydzień albo i dwa, że wieczorami tylko przy kompie siedzę. Jak już wieczorem się dorwę do netu, to chciałabym tu i tam zajrzeć, ale już mózg nie przyjmuje więcej bodźców, więc poprzestaję na obejrzeniu czegokolwiek w tv i wykąpaniu się w wannie po dzieciach:)
Jednak jak mi się Zośka uwiesi na nodze w międzyczasie, albo Jasiu zapewni o miłości dozgonnej, dosłownie, bo mówi mi na dobranoc, że będzie mnie kochał nawet jak już umrę, to jak tu nie rozpływać się w samozadowoleniu! Mąż czasem po stosunkowo udanej nocy uszczypnie mnie w tyłek i tym na jakiś czas zaspokoi ciągoty na pieszczoty;) A na dodatek otwarli mi nową siłownię z prawdziwego zdarzenia, do której będę mogła uczęszczać przed pracą, to już się cieszę mocno na takiego extra kopa z rana. W najbliższy łikend wybieramy się w góry i na pewno mimo 'bolących nóżek' zaliczymy jakiś usłany czerwienią i złotem jesieni szlak niskogórski, zaliczymy muzeum zabawek i basen i będzie pouczająco i przyjemnie... o czym doniosę wkrótce:)