Spotkałam dziś Mammę-Rumianą i jej najwierniejszego Fana-Męża.
Przyszli do sklepu kupując dobrobyt i dostęp do świata –
laptopa używanego.
Pani-Mamma nawijała o ogółach, bo szczegóły były poza jej możliwościami
nateczasowymi zrozumienia, a Pan-Fan zagadywał tuż obok - mnie, Panią-Szefową.
- A Pani-Szefowa wie, że największym wrogiem mężczyzny jest
alkohol i papierosy. Bo ja nie palę i nie piję całe życie, alkoholu to po
prostu nie cierpię. Ale mam też moją ulubioną chorobę – uwielbiam codziennie wypić
przedpołudniem kawę i zjeść dobre ciasto. Aha i jeszcze jestem uzależniony od
roweru, mam tam w garażu Merca – ale jak mam po niego iść to chory jestem.. niech
Pani-Szefowa patrzy (pokazuje mi jak
podnosi lewą nogę i kręci nią energicznie wyimaginowanym pedałem, unosząc jednocześnie ramiona naprzemiennie) - 73 lata, Pani
widzi.. nieźle, nie!
A Pani Rumiana-Mamma z loczkiem na czole i krągłościami miękkimi
zajmuje się Panem B. – naszym przystojnym sprzedawcą, który tłumaczy tajniki
podłączenia do lapsa myszki na usb.
– Ależ on ładny
chłopak, no jejka taki ładny jak malowany!
Naprawdę – mówi do Męża-Fana - nasze chłopaki ładne są, ale Pan B. jest
przepiękny! Mąż kiwa głową bezwarunkowo się zgadzając.
- Ehh – sapie Mąż na stronie - Szefowa, ile to się
należy?
- Nie powiem - mówię z
przekorą, zauroczona całą sytuacją - to kolega wie, ale jest zajęty Pana żoną.
- Ależ niech Pani
zapyta, niech Pani zapyta! - naciera.
Odczekuję cztery zdania na temat bezpiecznego zamykania
systemu i wtrącam – a ile B.?
- A tyle .. – mówi zapocony intensywnością słów oraz pochwał
B.
Mówię: - A tyle.. i
Pan z kiejdy wyciąga zwitek, sto, dwieście… - O, tyle.
Pan-Fan całuje z namaszczeniem moją dłoń, ściskającą jeszcze zwitek banknotów i Dziękuje, szczerze z serca i z radością (która dzieciom dana od zarania, zanika zazwyczaj niepostrzeżenie pod wpływem odpowiedzialności, opatrznie rozumianej jako kary za grzechy).
Pan-Fan całuje z namaszczeniem moją dłoń, ściskającą jeszcze zwitek banknotów i Dziękuje, szczerze z serca i z radością (która dzieciom dana od zarania, zanika zazwyczaj niepostrzeżenie pod wpływem odpowiedzialności, opatrznie rozumianej jako kary za grzechy).
Po całej serii prostych komend naszego przeuroczego B.,
Pani-Rumiana ukontentowana udanym "zamknięciem systemu" pakuje, a właściwie daje
do spakowania w eko-siatkę swojemu
ukochanemu sprzęt nabyty i oto słucham na koniec wynurzeń bezcennych Państwa Przykładnych:
- A czy Pani wie jaka jest moja zasada? Kochać, szanować i
słuchać żony! I wiesz Pani? Tak od 50 lat! Nawet nam Pan Komorowski order
przysłał. To ja zrobiłem z tej okazji obiad w restauracji i tańce. Pani-Rumiana
mówi – niemrawe już były.. Na co Pan-Fan
puszcza oko, czym nie wydaje się zmartwiony.
Dowiaduję się również prawdy Pani-Rumianej - z ust
jej męża oczywiście - „na ile zasłużysz
tyle będzie ci dane”.
Puentuję to po swojemu - „ile włożysz tyle wyjmiesz”.
Wszyscy kiwamy głowami ze zrozumieniem.