czwartek, 31 maja 2012

dzień świra

Koniec dnia się zbliża, trawa pachnie wieczorem i tęskni do deszczu, kwiaty chwytają ostatnie promienie słońca,a moje nogi zamoczone w misce chłoną życiodajną wodę. Głowę za to mam w chmurach, chociaż czasami docierają do mnie z ziemi, zaburzające anielski spokój krzyki. To moje kochane dzieci, które wróciły z dnia mamy taty i dziecka są rozanielone inaczej i dokazują bez umiaru. Jestem dumna z Jasia, występował przednio - tańczył, śpiewał i mówił DWA wierszyki, nie wiedziałam że już jest zdolny do takiego skupienia. A tu proszę prawdziwy występ mojej pociechy. 6 lat temu, będąc na ostatnich nogach marzyłam tylko kiedy wreszcie wyskoczy na świat i uraduje mnie swoją słodką twarzyczką. Jednak wcale nie przewidywałam, że aż tak szybko da mi jeszcze wiele innych radości, o których nie miałam pojęcia, że są. Bo patrząc na inne rozanielone mamy na dniu mamy nie myślałam, że ich banany na twarzach są tak nieskończenie prawdziwe. A tu proszę, na moim osobistym dniu mamy, aż wstałam z krzesła, żeby lepiej widzieć i z przyklejonym bananem na ustach zachwycałam się szczerze nad moją latoroślą. Ależ to szczęście! Niech żyje dzień mamy!.. i taty i dziecka:)
ps. babeczki też były, takie proste czekoladowe.. mniam mniam i kawka była i pogaduchy - Niech żyją fajne babeczki!

2 komentarze: