pyk pyk pyka deszcz od rana i to wcale nie na niehumor, pyka sobie na spokój i wyciszenie. Zmywa wczorajszy kurz po koszeniu trawy i oczyszcza powietrze ze skwaru. Fajny jest deszcz jak się nie jedzie na biwak pod namiotem.. ale jak juz sie jest na biwaku pod namiotem, to deszcz fajnie zatrzymuje czas. Wtedy nic nie trzeba, poza schowaniem się. Można to zrobić z zimnym piwkiem, ale jeszcze lepiej z gorącą herbatą - czerwoną oczywiście w kubku. Kap kap pada na namiot, a my schowani przed złem i beznadzieją koimy nasze zmysły ciepłym naparem. I ta wilgoć wszechobecna jak w łonie matki niemalże i półmrok i beztroskie nicniemuszenie. No, usłyszałam, teraz już na jawie, że zapikało - to zupa daje znać żeby się nad nią zlitować, nie chce być rozgotowana.
Słyszę też jak automat do chleba miesza, aż do szczęśliwego zakończenia, którego owocem chleb nasz powszedni będzie.
Czułam dziś, że trawa, ta cudnie pachnąca zielona świeżoskoszona, po tygodniu w worku nabywa zapach nieświeży, który dał się mi i dzieciom we znaki, jak ją wiozłam w bagażniku na łąkę nadwarciańską.
Codzień widzę błekitne i orzechowe tęczówki moich dzieci i piękne tęczowe obrazki rysowane przez małe rączki.
Dotykam te małe rączki zawsze jak chcę je ochronić przed złem, chwytam w swoją niezadużą dłoń i czuję się ważna i potrzebna.
Moja misja to poprostu być..
a ja sie juz tak mocno stesknilam za tymi blekitnymi i orzechowymi...
OdpowiedzUsuńjak tak piszesz to mi, zdecydowanej przeciwniczce dzieci, marza sie takie male raczki.
OdpowiedzUsuńPamietam kiedys, w jakims centrum handlowym plakalo dziecko, ale tak bardzo rozpaczliwie. Nikt sie nie zainteresowal- ja podeszlam- a to maly Kubus sie zgubil. Wiec otarlam smarki z jego pyzatych policzkow i wzielam za te mala raczke i poszlismy szukac tatusia, ktory zreszta niebawem sie pojawil z panika w oczach i w calej nerwowej okazalosci:)