Tu zaczyna się i kończy moja dzisiejsza historia. Siedzę
sobie na ganku domku w samym lesie, a nade mną szumią i trzeszczą wysokie,
giętkie sosny.
Świerszcze cykają mi na jazzowo, a w tle ich słodkich
zalotów słyszę moją muzykę, która mówi o odwadze i szukaniu nowych lądów. Mój
ląd jest tu nad jeziorem, gdzie słońce niby to samo dla wszystkich, dla mnie
zachodzi codzienne wyjątkowo. Podświetla czerwienią i budyniem malinowym ciemne
chmury, zachęcając je do ostatniego leniwego tańca tuż przed zatopieniem się w
nocnym morzu nocy. Zaraz sama zagubię się w moim nocnym świecie snów.
Wczoraj śniłam o grzybach, których widziałam całe mrowie, dużych, jasno i ciemnoszarych bulwiastych i wielokształtnych. Narrator z tył głowy opowiadał mi w moim śnie o tym jak wiele ich jest rodzajów i ile z nich, choć nigdy bym się nie spodziewałam, jest jadalnych i użytecznych. Grzyby, owoce wilgotnej ziemi, skropionej słońcem spomiędzy gęstego listowia i rzadszych baldachimów sosnowych igieł, są takie moje, są z tej ziemi. Od dzieciństwa szukałam ich w miękkim ciemnozielonym mchu i suchordzawym igliwiu, zanurzona w zapachu lasu. Wybór wielki, chociaż cale życie zbierałam tylko kilka rodzajów, a tu pod mymi stopami taka obfitość. Fajnie wiedzieć, że można więcej niż nam się zawsze wydawało, również dzięki snom. Idę śnić.. dobranoc.
a jak sobie Ciebie czytam to do lasu chce misiem jeszcze bardziej...
OdpowiedzUsuńA ja mam aleggie na zarodniki grzybow okropna i nie moge oddychac...
OdpowiedzUsuńA powaznie- pieknie napisane jak zwykle Jul, szkoda tylko, ze tak rzadko "siegasz po pioro".
Ja wlsnie wrocilam z Mlynka i wybieram zdjecia na bloga:)
pięknie napisane, mam nadzieję, że zbiory równie owocne ;)
OdpowiedzUsuńdziękuję za miłe słowa:) co do grzybów to mam apetyt na jeszcze!
OdpowiedzUsuń