To w tytule, to tak trochę przewrotnie:) chcę, bardzo chcę sobie nic-nie-robić z: pogody, porannej niemocy, popołudniowej gonitwy i wieczornych cichości. Bo przecież i tak bywa, że nie jest kwitnąco i fajerwerkowo, tak jak było w ostatni nas wspólny łikend nadmorski z mężem. Ach jak fajnie nic-nie-musieć, ugniatać stopami mokry piasek i patrzeć na horyzont, albo w drugą stronę jak mąż sika na wydmy. Fajnie dostać śniadanko pod nos, i pobiegać brzegiem morza, chociaż okrutnie cięzko było, bo twardego piasku jak na lekarstwo było. I fajnie na boso piruety kręcić na parkiecie do Mamma Mia i innych superhitów wyzwalających wraz z pyszną caipirinhą szamańskie pląsy. I męża fajnie za rękę trzymać.. uhmm
Ale to jednak w codzienności siła, bo jak już znów wszystko TRZEBA, to nie można zapominać o codziennym trzymaniu się za ręce i prawieniu sobie miłych słówek, które otwierają serce i podgrzewają emocje. Niech się stanie żar codzienny!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz