wtorek, 5 lutego 2013

być znaczy mieć

Zbieram się od jakiegoś czasu z napisaniem tego wyznania. Kaszle dzieciowe i chwilowe uziemienie dało mi chwilę na zastanowieniem się o CZYM właściwie chcę napisać. Bo że mnie okradziono to fakt.

W biały dzień, z przedpokoju mojej koleżanki, u której byłam na kawce i pogaduchach, zabrano mi torebkę. Ktoś wszedł do domu, gdy moja koleżanka i ja siedziałyśmy w drugim końcu salonu, dzieci bawiły się na górze, a pan domu pracował w swoim gabiniecie. No i stało się, ktoś miał na tyle odwagi i determinacji, żeby przekroczyć próg niestety otwartej bramy, następnie nacisnął klamkę, która bezszelestnie ustąpiła (zamykajcie drzwi na klucz ludziska!) i po czterech zdradzieckich krokach już trzymał w ręce moje skarby, odwót i w nogi. Ha udało mu się, jego szczęście a mój pech. Cóż o jego szcześciu, albo raczej złudnym poczuciu triumfu, bo niewątpliwie się cieszył z udanego skoku, mówić nie będę, poza tym że współczuję mu że taki marne życie wybrał i jest złodziejem.

Zadziwiły mnie za to moje odczucia. Pierwsza rzeczą która mi przyszła do głowy, kiedy jeszcze gospodarze gorączkowo przeszukiwali bezskutecznie cały dom  było, że okradziono mnie, a drugą myślą goniącą tę pierwszą z prędkością błyskawicy było to, że na szczęście straciłam tak niewiele. Tylko torebkę, a nie samochód (dla mnie bardzo ważny środek do swobodnego przemieszczania się), albo bezcenne zdrowie i życie. Trzecią myślą było zatęsknienie za moim scyzorykiem i całą masą ważnych dokumentów, które trzeba będzie zrekunstruować. A jednak najsilniejszą myślą, która przyprawiała mnie o łzy szczęścia, przeplatane ze łzami wściekłości,  było to że żyjemy i że to wszystko co zginęło to tylko rzeczy.

Myślałam, czasem nawet bezwiednie, o tym wydarzeniu przez kolejne kilka dni, miotając się pomiędzy wściekłością a euforią i i zadziwiający obraz przyczyny stanął przede mną jak wryty. Kradzież była wynikiem moich przemyśleń o chęci dzielenia się, które tylko spełzały na wpłatach marnych 20zł na różne fundacje. No coż jak się okazuje myśli sprawcze nie dotyczą tylko spełniania marzeń z pozytywnym dla nas rezultatem. Dostałam lekcje dzielenia sie wspak, czyli przez zabieranie.

I tak oto dochodzimy do puenty: złe wydarzenia są też ważne bo przypominają nam, że największym skarbem jest życie, a nie brylanty, samochody i grube portfele!
CARPE DIEM:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz