Wiosna, wiosna ach to ty! Wreszcie nasz las, już można go
spowrotem zasiedlić. Zima długo trzymała
nasz domek w swoim władaniu. Uczynili to również na długim i śnieżnym
przedwiośniu złodzieje-złomiarze. Dlatego zamiast się cieszyć, relaksem w
hamaku, trza się brać za kładzenie na nowo instalacji wodnej i wymieniać dach.
Cóż, złomiarze wyrwali swoje pięć groszy, wycinając rurki miedziane i
zabierając wszystko co metalowe, łącznie z kranami, a przy okazji nadepnęli na
wydelikacony przez mech i czas dach, który się załamał. I koszty gotowe. Ale
cóż, ten co ma musi się liczyć z amortyzacją, fachwowo to ujmując. Mój
mężczyzna na szczęście jest sprawny, a nawet zarażony pasją do takiej roboty,
więc działa dziarsko, a nawet kropelkami potu pod nosem czasami. Mi pozostaje obsługa
garkuchni (w postaci grilla zazwyczaj)oraz
sprzątanie, które do moich pasji nie należy. Właśnie mała chwila na kawkę po
niekończącym grabieniu igliwia. A potem biorę się za powierzchnie bardziej
płaskie, znaczy za dom. A może jednak
chwilka w hamaku.. nie zaszkodzi, a pomóc może. Woda się zagotowała, więc idę
sobie do świata pachnącego lasem, kominkiem i brzmiącego chórem ptaków i krzykiem
przelatujących w tą i spowrotem gęsi
(nie mogą się zdecydować na lokum, czy co? – przecież nie ma piękniejszego
miejsca!).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz