Jestem wszystkim, każdą cząsteczką tego co mnie otacza, i
każda cząsteczka tego co mnie otacza jest mną. Mam nieodparte uczucie
wielkości, jakkolwiek bałwochwalczo to zabrzmi. Wielkie ciepłe, bezpieczne
teraz, w którym się pławię i którym się delektuję. Jest ciepło, słońce
podświetla ciemnozielony szpaler na jaskrawo-zielono, a drobne stworzenia
żyjące w trzecim wymiarze ozłaca swym blaskiem i sprawia, że powietrze drga
bursztynem. Kosy mają swoją krzątaninę rodzicielską na wypuście dachu, a liście
wiśni nabrzmiewają soczystością życiodajnych soków, przecież przedwczoraj tak
pięknie padało. Wybujałe trawy cieszą się łaskawością swojego miejsca, do
którego nie dociera kosiarka, a świeżo skoszona trawa skrzy się srebrem i
cieszy bose stopy. Drewno, kiedyś żywe, obecnie służące za schronienie przed
słońcem, rozsycha się i wybucha
radosnymi salwami trzasków. Muchy bzyczą leniwie, a psy wyszczekują
wieczorne pogaduchy. Czasu nie ma i mnie nie ma, jestem światłem, dźwiękiem i
zapachem. Nie muszę zamykać oczu by szukać w sobie nirwany, ona jest wkoło i
mnie łagodnie przyzywa - moją energię do współdrgania. Ohmmm. Wybuchł wszechświat
i eksplodował tęczą, różnorodnością i zachwytem. Bóg bardzo chciał poczuć tę
doskonałość, a tam skąd przyszedł był tylko niemy ideał. To powołanie do
istnienia tego pulsującego jing i jang, dobra i zła, plusa i minusa stało się
ciałem, tworem i bytem. Mamy w sobie cząstkę doskonałego boga, który nam
zazdrości niedoskonałości i przegląda się w naszych doświadczeniach jak w lustrze.
I bóg stał się człowiekiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz