czwartek, 12 czerwca 2014

kosmos w ogrodzie

Jestem wszystkim, każdą cząsteczką tego co mnie otacza, i każda cząsteczka tego co mnie otacza jest mną. Mam nieodparte uczucie wielkości, jakkolwiek bałwochwalczo to zabrzmi. Wielkie ciepłe, bezpieczne teraz, w którym się pławię i którym się delektuję. Jest ciepło, słońce podświetla ciemnozielony szpaler na jaskrawo-zielono, a drobne stworzenia żyjące w trzecim wymiarze ozłaca swym blaskiem i sprawia, że powietrze drga bursztynem. Kosy mają swoją krzątaninę rodzicielską na wypuście dachu, a liście wiśni nabrzmiewają soczystością życiodajnych soków, przecież przedwczoraj tak pięknie padało. Wybujałe trawy cieszą się łaskawością swojego miejsca, do którego nie dociera kosiarka, a świeżo skoszona trawa skrzy się srebrem i cieszy bose stopy. Drewno, kiedyś żywe, obecnie służące za schronienie przed słońcem, rozsycha się i wybucha  radosnymi salwami trzasków. Muchy bzyczą leniwie, a psy wyszczekują wieczorne pogaduchy. Czasu nie ma i mnie nie ma, jestem światłem, dźwiękiem i zapachem. Nie muszę zamykać oczu by szukać w sobie nirwany, ona jest wkoło i mnie łagodnie przyzywa - moją energię do współdrgania. Ohmmm. Wybuchł wszechświat i eksplodował tęczą, różnorodnością i zachwytem. Bóg bardzo chciał poczuć tę doskonałość, a tam skąd przyszedł był tylko niemy ideał. To powołanie do istnienia tego pulsującego jing i jang, dobra i zła, plusa i minusa stało się ciałem, tworem i bytem. Mamy w sobie cząstkę doskonałego boga, który nam zazdrości niedoskonałości i przegląda się w naszych doświadczeniach jak w lustrze. I bóg stał się człowiekiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz