środa, 23 maja 2012

jestem nagrzana

gorrąco.. syn stwierdził, że cieplej u nas niż w Turcji, i przyznałam mu rację. Bo tutaj trzeba się przemieszczać nie tylko z plaży do basenu i do baru na boso, ale w samochodzie z domu do przedszkola, pracy, sklepu.. znaczy codzienność wróciła. Ale zanim wróciła, były Urodzinki Zosinki. Ależ ona się nadzwoniła nową turecką sukienką i nazdmuchiwała magicznych świeczek, w liczbie 4, które po zdmuchnięciu zapalały się od nowa.. dzięki temu wszystkie dzieci miały okazję podmuchać! Do grilla i piwka spijanego przez prężących opalone torsy chłopaków, były również BABECZKI  - te słodkie z czekoladą, z upchanymi przez jubilatkę cukierkami w środku - jak i te opalone tureckim suońcem - wszystkie fajne! Byli też: dziadek, posiadający niezbędną na urodzinach zapalniczkę, której zresztą wraz z telefonem zapomniał z zabawienia i babcia, która nieustająco zapinała spineczkami rosnącą grzywkę Zosiową i nakazywała zakładać buty Jasiowi, który jeszcze tureckim zwyczajem biegał niemal nagi i całkiem bosy po ogrodzie. Miodowa niedziela..
Na szczęście już środa i do łikendu coraz bliżej - a wtedy las, jezioro i nasze polskie wypoczynkowe klimaty!

3 komentarze:

  1. ooooh sis
    jak ja juz sie tego lipca nie moge doczekac...
    u nas tez upaly, dzis bylo plazowanie, nawet lodowata kapiel zaliczylam dla ochlody... buzka

    OdpowiedzUsuń
  2. czy zrobilas juz paste z soczewicy?

    OdpowiedzUsuń