sobota, 13 października 2012

ale się nabrzmiałam..

Miałam wczoraj ucztę.. muzyczną. Wszystkie komórki mojego ciała zamieniły się w brzmienie, byłam na koncercie Doroty Miśkiewicz, było magicznie. I jak tu nie wierzyć poetom, że jest się muzyką, albo zamienia się w słuch - to mnie właśnie spotkało. Oddychałam gitarą klasyczną i elektryczną, perkusją, klawiszami i wokalem, szaleńczo rozpędzonym rytmem bębnów i całkiem cichutkim szeptem przeszkadzajek. Moja przepona pompowała te wibracje prosto do wnętrza, rozpływało się to dobre po brzuchu, rękach i nogach, poruszało w rytm stopy i trafiało w końcu do mózgu, czyniąc miliony wybuchów i skrzeń. No i ten głos anielski od Boga dar, że można na nim grać bez żadnych przedmiotów - saute, tylko aparat mowy i dużo emocji. Dorotko z zespołem dziękuję Wam, dziękuję rówież mojej towarzyszce, która złapała w mig to co i ja i mogłyśmy się dzielić tą przyjemnością, bo fajnie jest się dzielić tym co dobre.
Szkoda, że z kimś innym dzielę gorycz i brak zrozumienia i że każde słowo boli chociaż wypowiadane jest w dobrej woli. Tylko dlaczego dobra wola ma tak różne oblicza czasami..
Słuchać i być słuchanym - tylko i aż.

2 komentarze:

  1. Ponoc piekno istniejw wtedy, gdy mozna je z kims dzielic. Przykro mi, ze nie mozesz go dzielic z TĄ osobą, ale zobacz dzięki blogowi do ilu osob ono trafia- muzyka przelozona na Twoje slowa

    OdpowiedzUsuń
  2. ooj chyba dawno nie biegalas..? http://www.biegrzeznika.pl/ na poczatek proponuje rzeźniczka :)
    ale 80km po bieszczadach to musi byc niezly czad.
    Nos do gory

    OdpowiedzUsuń