poniedziałek, 7 października 2013

Italia – bosa jesień

Italia – w słodyczy śniadań i intensywności doznań gołych stóp w październiku, skąpana.
Jest  taki moment kiedy już trzeba te słowa wypowiedzieć, żeby nie stracić tej chwili. To jest mój moment, bo włoski nadmorski  kurort we wczesnym październiku to raj dla nas ludzi z północy, zachwycających się o tej porze obfitością grzybów w leśnych ostępach, ubranych na wskroś w ciepłe kamizelki chroniące przed rześkim jesiennym powietrzem.
Italia pojawiła się na mojej skórze podmuchem ciepłego powietrza na płycie lotniska, palmami, opuncjami i kwietnymi zaroślami na drodze do Rzymu, strajkiem kogoś tam w tle i spóźnionym pociągiem z dużą ilością dojeżdżających do pracy tubylców, ze świecącymi smartfonami przed nosem. Ciepło to pierwsza, a wolność toostatnia radość z pobytu tutaj. Chociaż pomiędzy tymi dominującymi doznaniami jest wielka radość z przebywania w zawieszeniu czasoprzestrzennym z dobrym towarzystwem i widokami i okraszającym to wszystko trunkiem.
Czyż nie jest to naturalna potrzeba człowieka dotykać gołą stopą ziemi bez konieczności ubierania jej w najmodniejsze nawet włoskie kozaki. 

Gołe stopy mają tu swoją ojczyznę. Gołe ramiona, od czasu do czasu okryte szalem od bryzy morskiej, mają tu swój dom. A głowa parująca oparami kartonowego wina, o pysznym smaku i jeszcze pyszniejszym działaniu, ma tu swoją spokojną przystań.







Spoglądając z oszklonego balkonu słyszę morze rozbijające fale w rytmie świata i mojego serca.  Widzę Panią z zakupami, która idzie kilka kroków w kierunku morza, tylko po to żeby na chwilę zakontepmlować pobliski żywioł i wraca drogą, którą przyszła. Kolejny dzień z rzędu widzę ogorzałych słońcem Panów w wieku spokojnym, człapiących z rana w kaloszach brzegiem ich świata, a wieczorem zarzucających wędki z samego brzegu, chyba tylko po to żeby w spokoju asystować słońcu w przejściu na antypody. Patrząc na nich mam wrażenie, że ten codzienny spektakl ma miejsce dzięki  ich udziałowi i stanowi ich i przy okazji naszą świadomą nagrodę. 

Chłonąc ciemność rozświetlaną łuną znad miasta, cieszę się, że słońce właśnie cieszy  inne strony i że mój czas dzisiejszy szczęśliwie dobiega końca.  Z uwagą czekam na jutro, na czas pogody, którą zabieram z sobą.

1 komentarz: